Co z tym start-upem?

Od paru dni zastanawiam się, czy stworzyć takiego posta, w którym nie pisałabym o designie, lecz po prostu opowiedziałabym Wam co mi na sercu leży. Już jakiś czas temu kilka osób napisało mi w komentarzach, że jest ciekawych mojej dalszej historii. To bardzo miłe i daje siłę do działania, lecz równocześnie skłania do refleksji. Parę dni temu spotkałam moją koleżankę z podstawówki, która zaczęła mi gratulować. Ja zapytałam się „czego”? No właśnie, czy jest czego gratulować? Jak rozwija się mój start-up?

Zacznijmy od tego, że – tu niestety muszę wejść odrobinę w moje osobiste życie – nie jest lekko być prawie samotną matką (mąż non stop na delegacji), zajmującą się małym dwuletnim (a więc bardzo zbuntowanym) stworem, próbującą ogarnąć dom, który właśnie został opanowany przez nieznośne mrówki i jeszcze rozkręcać interes! Czasami nachodzą mnie chwile zwątpienia i myślę sobie, że to po prostu nie jest możliwe! Co z tego, że daję z siebie wszystko, jeśli nie starcza mi na nic czasu, nie raz zarywam kolejną noc, nie mówiąc już o możliwości wykrojenia jakiegokolwiek czasu na regenerację czy realizację moich pasji?! Łzy cisną się same do oczu.

Rozkręcanie interesu. Klienci. Twardy orzech do zgryzienia. Ci poszukują albo renomowanych biur, albo ofert „prawie że za darmo”. Będąc uczciwą firmą wchodzącą na rynek i muszącą opłacić wszelkie zobowiązania wobec państwa mogę powoli zacząć stwierdzać, że robi się z tego mission impossible. Jak żyć?! Dodatkowo w przyszłym tygodniu czeka mnie kontrola z Unii Europejskiej. W końcu muszą posprawdzać, czy właściwie wydałam pieniądze z dotacji, a co się z tym wiąże znaczną część czasu przeznaczam teraz na przygotowanie wszelkich dokumentów, a wierzcie mi, nie jest tego mało! Na koncie moim osobistym znajduje się w chwili obecnej 133 złote…

Blog. Mój blog czasami musi walczyć z całym światem. Już kilka razy usłyszałam od najbliższej mi osoby, że jest to totalna strata czasu. Co więcej zaglądanie przeze mnie na fesjbuka jest nietaktem i kolejnym pochłaniaczem mojego cennego czasu, na którego brak notorycznie cierpię. Jak więc prowadzić fan page, gdy najbliższa rodzina sprzeciwia się temu?

Co zrobić, żeby się nie poddać? Odpowiedź jest prosta – nie poddać się! Wiadomo, że 90% start-upów upada już w pierwszym roku działalności. Lecz cóż z tego? Kto by tam patrzył na statystyki.

Pod prąd. Czasami, gdy wszystko wygląda dość źle, należy spojrzeć na to z innej strony. Dziś nie ma klienta, jutro może się pojawić trzech. Wierzę w to z całego serca… a żeby na samej wierze się nie skończyło postanowiłam rozpocząć kampanię reklamową w Internecie. Zresztą w najbliższym czasie nie będę się nudzić. Jutro siadam i piszę piszę i piszę. Rzecz nie byle jaką. Już w marcowym numerze magazynu Dom & Wnętrze ukaże się bowiem wywiad z laureatami konkursu Blog Design, a więc i mną. W piątek wyruszam natomiast na dwudniową konferencję do Gdyni o nazwie SeeBloggers. 2 dni solidnego chłonięcia wiedzy i nauki o narzędziach marketingowych. Poza tym spotkanie z 299 innymi blogerami, którzy zapewne borykają się z podobnymi problemami co ja. Będzie się działo. Będzie ciekawie. A żeby iść za ciosem, zgłosiłam swojego bloga do 10. edycji konkursu Blog Roku organizowanego przez onet.pl.

FB_specjalistyczne (1)3 miesiące prowadzenia firmy. 3 miesiące nauki, pracy, wypełniania druków, pisania faktur, pozycjonowania, odwiedzania księgowego, wertowania Internetu, spotkań  w sklepach, rozmów z potencjalnymi klientami… I tak bez końca! Co dalej ze start-upem? Tego nie wiem. Nikt nie jest w stanie tego przewidzieć. Na pewno będę walczyć o Proste Wnętrze. Nie zrezygnuję z prowadzenia bloga wnętrzarskiego, bo wiem jaki mam cel i udowodnię wszystkim, że potrafię go osiągnąć!

Maria Podobińska-Tuleja

cropped-proste_wnetrze_logo-011.jpg

#blogwnetrzarski #startup #prowadzeniefirmy #pisaniebloga

 

 

Advertisements