Norwegia w jeden dzień

Nigdy nie byłam wielką miłośniczką skandynawskiego designu. Nigdy nie marzyłam nawet, żeby do Skandynawii pojechać. Los jednak płata figle i od jakiegoś czasu jestem coraz bardziej związana z tą specyficzną pod względem designu krainą. Dziś chciałam Wam opowiedzieć o mojej wyprawie do Norwegii. Nie trwała ona długo, bo zaledwie jeden weekend. Nie miałam w planie również zobaczyć wielkich skandynawskich targów wnętrz, ani nie nastawiałam się na całodzienne zwiedzanie. Pojechałam tam z prywatną wizytą do mojej drugiej połówki. Tym bardziej, że w Norwegii w niedzielę życie tak jakby cichnie…

Nie będę ukrywać, że zwiedzenie czegokolwiek w jeden weekend nie mogło się powieść. Do Stavanger dotarłam w sobotę przed południem. Plan na intensywne odkrywanie został lekko zmodyfikowany przez na przemian padający grad z deszczem oraz… zmęczenie. W końcu po raz pierwszy od wielu wielu tygodnia miałam wolny dzień – bez pracy, bez obowiązków rodzicielskich. Dzień został więc przeznaczony na regenerację. Wieczorem czekała nas impreza, która okazała się bardzo miłym zaskoczeniem.

Wieczorna impreza. W sobotę byliśmy zaproszeni na firmowe przyjęcie organizowane przez firmę mojego męża. Przyjęcie przyjęciem, wiadomo, że firmowe uroczystości zwłaszcza jak jest się tylko osobą towarzyszącą zazwyczaj są nudne. Na szczęście spotkało mnie miłe rozczarowanie. Po pierwsze – hotel. Prosty nie robiący nadzwyczajnego wrażenia, a jednak diabeł tkwił w szczególe. Białe niczym nie ozdobione ściany, jasne, surowe drewno na podłodze, a to wszystko uzupełnione detalami. I tak w jednym lobby miałam okazję zakosztować odpoczynku w krześle Arne Jacobsena (Egg chair):

 

#eggchair #visitNorway #Scandinaviandesign

A post shared by Maria Podobińska-Tuleja (@prostewnetrze) on

Podziwiać piękne lampy projektu mojej ukochanej Patricia Urquiola (Flos):

#flos #lamp #patriciaurquiola #Norway

A post shared by Maria Podobińska-Tuleja (@prostewnetrze) on

Zaglądnąć do wnętrz poetyckich lamp Marcela Wandersa (Flos):

#biglamp #flos #marcelwanders

A post shared by Maria Podobińska-Tuleja (@prostewnetrze) on

Posiedzieć trochę na historycznym krześle mrówce:

#Stavanger #restaurantinteriors #ładnie

A post shared by Maria Podobińska-Tuleja (@prostewnetrze) on

A także odnaleźć polski akcent, czyli umywalkę marki Keramag należącej do firmy Koło:

#keramag #koło #polskidesign #Norwegia

A post shared by Maria Podobińska-Tuleja (@prostewnetrze) on

Aż strach pomyśleć, co by się działo, gdyby przyszło zwiedzać mi inne miejsca, skoro już pierwszy hotel zaskoczył mnie taką liczną niespodzianek. Niestety nie udało się mi spełnić mojego marzenia i odwiedzić Budynku Opery, ponieważ – wbrew ideologii, że architektura publiczna ma służyć ludziom, Opera była w niedzielę zamknięta. Nie zrealizowałam również pomysłu zaglądnięciu do oryginalnego mieszkania norweskiego (tam, gdzie mieszkałam całe wyposażenie pochodziło z Ikea, więc nie ma o czym pisać). Jednak przemierzając nocną porą uliczki miasta mogłam dostrzec świecące się w oknach lampy. I nie były to byle jakie lampy, lecz te najbardziej pożądane i poszukiwane. Spotkałam się wcześniej ze stwierdzeniem, że Skandynawowie nie przywiązują wagi do tego jak mieszkają. Na pewno jednak przywiązują wagę do detali, a często właśnie te detale stanowią istotę całego wnętrza.

Na zakończenie kilka zdjęć starego Stavanger, w którym historyczna architektura kolorowych drewnianych domków przeplata się z modernistycznymi wysokimi budynkami.

 Maria Podobińska-Tuleja

cropped-proste_wnetrze_logo-011.jpg

Reklamy