Design nie zbawi świata…

10155953_867090479969388_4697116137730150167_n

Moi drodzy! Już za kilkanaście godzin (według licznika festivalowego dokładnie 19 godzin i 46 minut) rozpocznie się pierwszy Łódź Design Festival.  Ci którzy interesują się designem lub mieli okazję w Festivalu uczestniczyć wiedzą oczywiście, że tegoroczna edycja jest już ósmą z kolei. Dziś będę pisać jednak z mojego osobistego punku widzenia i ten event jest pierwszym z serii łódzkich festiwali, w którym wezmę udział. O wydarzeniach festiwalowych, wystawach, warsztatach, galach i spotkaniach zapewne będę pisać nie raz. Ogrom wydarzeń i imprez towarzyszących jest wręcz przerażający. Sama strona internetowa http://lodzdesign.com/ zawiera nieskończenie wiele zakładek i zakamarków, do których nie sposób dotrzeć. Nie sposób również zobaczyć wszystkiego i aktywnie uczestniczyć w każdym możliwym wydarzeniu, zwłaszcza przy ograniczonym czasie. Na szczęście, los tak zrządził, że do Łodzi jadę aż na dwa weekendy!

Nie o tym jednak chciałam pisać. Dziś będzie filozoficznie i trochę felietonowo. Wróciłam późnym wieczorem po kursie Historii Sztuki Współczesnej, na którym debatujemy obecnie mocno o modernizmie i o tym, skąd wzięła się i czym się w ogóle kieruje współczesna architektura. Nie będę Was tym jednak dzisiaj zadręczać. W toku dyskusji przypomniało się mi jedno z haseł Festivalowych: Design Won’t Save the World! Nie wiem czemu w mojej pamięci utkwił ten slogan w nieco innej postaci – Design Won’t Save your Life! I na ten temat zrodziło się w mojej głowie wiele przemyśleń. Gdyby potraktować „design” jako nową kosztowną torebkę zgodną z aktualnymi modowymi trendami, to racja – nic ona nie zmieni w naszym życiu, ewentualnie da nam chwilę ulotnej radośni. Ale czy design nie może zbawić naszego świata, czy nie może uratować naszego życia? Tego już nie byłabym taka pewna, bo czy odkąd zaczęłam zajmować się designem (porzucając suchą budowlano-konstrukcyjną myśl wrysowywania nieskończonej ilości prętów zbrojeniowych w kolejnych płytach żelbetowych) ….

….  nie czuję się bardziej szczęśliwa? …nie czuję się spełniona?…. nie przeszkadza mi to, że nie raz mam na koncie zarwaną noc i wielki bałagan w życiu, bo przecież nie kończę swojej pracy już o 16 tylko jest ona ze mną przez cały czas lecz mimo to czuję radość z jej wykonywania?…….nie czuję się dowartościowana i zadowolona z tego co robię, że mogę zobaczyć efekty swojej pracy, które są autentycznie moje?….nie poznaję codziennie nowych wspaniałych ludzi wspierających mnie dobrym słowem, dzielących się ze mną swoją pasją do wnętrz i architektury? …nie zmieniło się moje podejście do życia?….nie muszę siedzieć nieskończonej liczby godzin w robocie i pracując dla kogoś, kto mnie i tak nigdy nie doceni? …nie mogę być panią swojego losu i wygospodarować dla mojego dziecka maksymalnej ilości czasu, jaka jest tylko możliwa? …czy gdyby nie design nie pojechałabym do Mediolanu poznać światowe trendy, zobaczyć najwspanialsze targi w całej Europie? …nie planowałabym wyjazdu do Warszawy, Wrocławia, Łodzi?…nie zaczęłabym pisać i nie przypomniałabym sobie jakie to fajne? *,** ….nie wygrałabym konkursu Blog Design? ….nie czekałaby mnie świetna przygoda wyjazdu na Festival z super dziewczynami, które również prowadzą swoje własne blogi?…nie odnalazłabym swojego miejsca na ziemi i nie uratowała swojego życia i swojego świata?

Nie!!! Na wszystkie te pytania odpowiem – zdecydowanie nie. Design has changed my Life. Design has definitely changed my World!

Mam nadzieję, że dasz się porwać w tę fascynującą podróż i Ty również odnajdziesz radość z obcowania z dobrym designem, będą Cię cieszyły ciekawe wnętrza, proste rozwiązania i staniesz się człowiekiem, który czerpie z tego radość…. radość ze swojego życia. Skoro tu zaglądasz i to przeczytałeś, to na pewno już tak jest!

ad18e20ddfa58845f9870d2b570e5d39

Maria Podobińska-Tuleja

cropped-proste_wnetrze_logo-011.jpg

*Moje doświadczenia blogowe ograniczały się jak na razie do pisania bloga osobistego, w którym opisywałam moją przeprowadzkę do nowego miasta oraz moje perypetie zawodowe i życiowe.

**W swoim życiu wyprodukowałam nieskończoną liczbę pamiętników grubości ogromniastej. Większość z nich przepadła bezpowrotnie podczas moich wielokrotnych przeprowadzek. Kilka z nich spoczywa zabezpieczona w moim schowku. Nie wiem, czy kiedykolwiek jeszcze do nich zajrzę. Są one jednak moim potwierdzeniem, że pisać zawsze lubiłam i odnajdywałam w tym spokój i ukojenie.

Advertisements